Dla niektórych osób wizyta w gabinecie kosmetycznym to prawdziwe wyzwanie. Krępują się przede wszystkim panowie. Krępują się do tego stopnia, że czasami trudno im tak naprawdę wydusić, o co im chodzi.
Pewnego razu przyszedł do mnie pewien jegomość. Raczej młody, maksymalnie 30 lat, chociaż był z tego rodzaju facetów, po których trudno ocenić wiek.
Przyszedł i od samego początku był niesamowicie zdenerwowany. Nerwowo rozglądał się po gabinecie, bardzo szybko i zdawkowo odpowiadał na każde moje pytanie. Przyszedł na zabieg oczyszczania twarzy - miał delikatną cerę trądzikową.
Moją ciekawość wzbudziło to, że co chwilę dopytywał się, czy istnieją jakieś domowe sposoby na maseczki i oczyszczanie cery. Twierdził przy tym, że chodzi mu o takie metody, ktore nie podrażniają skóry - bo podobno miał ją bardzo wrażliwą.
Nie byłoby w tym nic niezwykłego gdyby nie to, że wcale nadwrażliwej cery nie miał. Poza tym, zadawał te pytania z taką nieśmiałością... Od razu wywęszyłam w tym jakąś tajemnicę. Delikatnie podpytałam chłopa, o co chodzi. Zrobił się jeszcze bardziej nerwowy.
Kiedy doszliśmy do momentu kulminacyjnego, prawie uciekł mi z gabinetu. Co udało mi się ustalić? W półsłówkach i między wierszami gość dawał mi do zrozumienia, że owszem, ma problemy z cerą, ale niekoniecznie na twarzy!
No, cóż. Z doświadczenia wiem, że problemy dermatologiczne w miejscach intymnych się zdarzają. Doświadczenie wskazuje też, że w takich przypadkach najlepiej pójść do lekarza. Kurczę, dlaczego to akurat faceci tak bardzo się tego krępują?
Aha, jegomościa już nigdy u siebie w gabinecie nie zobaczyłam.